Książki, książeczki
Zabawną wydaje mi się dyskusja na łamach serwisu blog.pl, w której na szali stawia się czarne lub białe. Wielu dyskutantów jakby uważa, że stare jest be lub nowe jest be i odpowiednio nowe jest dobre lub stare jest dobe. Mam wrażenie, że nie brak tutaj umiejętności znalezienia złotego środka. Ocenianie literatury na bazie, stare, nowe, lepsze, gorsze w moim mniemaniu mija się z celem.
Zamiast pytać, czy dana ksiażka jest stara, czy też nowa zapytałbym, co wnosi do życia jej czytelnika. Mickiewiczowskie epopeje bazujące na trywialnych historiach, kórych realiów prawie nikt z czytelników nie jest wstanie sobie nawet wyobrazić, cóż mówić zrozumieć nie mają większego sensu. Współecześnie, gdy niemal każdy dzieciak nie ma pojęcia co to znaczy załatwiać się w wychodku przy -20 stopniach celcjusza wpychanie do głów młodym czegoś czego oni nie zrozumieją mija się z celem. I nie jest tu problemem ocenianie, czy dana lektura jest słuszna, czy nie, nie zamierzam dywagować na temat znakomitości języka Mickiewicza. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na prosty fakt. Tej lektury zwyczajnie dzieciaki nie rozumieją.
Problemem jest sam sposób dobierania lektur, ponieważ bazuje on na ocenianiu poprzez pryzmat wieszczów, wielkich ludzi itp., a nie tędy jest droga. Droga wiedzie przez znalezienie oddźwięku danej ksiażki w czytelniku.
2009-09-17 12:18:20